Ledy w kuchni, czyli wymieniamy halogeny i oszczędzamy

W kuchni spędzamy z żoną wiele czasu, bo zwyczajnie uwielbiamy gotować. Każda nowa książka, którą napisze Jamie Oliver, ląduje u nas na półce, a każdy przepis musi być przetestowany. Kończy się to tym, że światło w kuchni świeci się bardzo często, a że przy okazji to centrum domowego życia… Cóż, stwierdziłem, że jeżeli koledzy już pisali o ledach, to może pora wprowadzić to w życie u siebie.

Zacząłem pragmatycznie, od obliczenia, czy to się opłaca. Najczęściej w kuchni święci się zestaw 9 podwieszanych halogenów o mocy 10W i sile światła 140 lumenów. Jest to standardowe oświetlenie w większości kuchni w Polsce. Przyjąłem do obliczeń, że światło w kuchni świeci się około 5 godzin dziennie, mniej latem, więcej zimą, ale jednak. Rano wstajemy o rożnych porach, w weekend światło pali się dłużej, no i wiadomo, dzieci nie zawsze pamiętają, żeby użyć wyłącznika po wyjściu z kuchni. Przy obecnej cenie energii, rocznie kosztuje mnie to około 110 złotych. Teraz najlepsze, ta sama ilość godzin, ta sama siła światła i przy ledach, roczny koszt prądu to 19 złotych. Byłem w szoku, na jednym pomieszczeniu taka oszczędność.

No to szybko zakupiłem żarówki LED z trzonkiem G4, panowie z ElektroSektor.pl doradzili mi model Spectrum LED WOJ12068 o ciepłej barwie. Zrobiłem zdjęcie pudełka i porównanie żarówki LED i halogenu. Jak widzicie, to typowy LED do opraw halogenowych, okrągła płytka z 9 małymi ledami, które dobrze rozłożą nam światło.

 

IMG_8138

Model ten występuje również w wersji ze szpikulcami trzonka od góry (WOJ12270) – wszystko zależy, czy macie w oprawie mocowanie górne, czy boczne. W moim przypadku jest to mocowanie boczne. Po zamontowaniu, a przed nałożeniem klosza, żarówka wygląda tak:

IMG_8136

 

Jak widzicie miejsca na żarówkę jest całkiem sporo, nic nie wystaje, wszystko jest dopasowane idealnie. Zakładamy klosz i proszę bardzo. W tym ciągu, część żarówek to jeszcze halogeny, a część już LEDy. Osobiście nie widzę różnicy.

IMG_8131 IMG_8130

 

Ze zmiany jestem bardzo zadowolony, bo mam świadomość, że za każdym razem nie odpalam 90W, tylko 16W, a siła światła jest ta sama – około 140 lumenów. Zmiana żarówek kosztowała mnie 125 złotych. Chociaż roczna oszczędność to 90 złotych to i tak zwrócą mi się w ciągu roku. Bo te żarówki będą świecić 17 tysięcy godzin, a nie 1000 godzin jak firmowe halogeny, które mam teraz. Oprawy mam od 3 lat, w tym czasie niektóre halogeny przepaliły się już dwukrotnie. To tyle, wracam do kuchni coś ugotować! W razie czego, pytajcie w komentarzach.